,

,
,

28 grudnia 2014

TAŃCZĄCY Z BIELIKAMI

Spacerując nad Wisłą zastanawiałem się czy są juz bieliki. Zawsze tu były, kiedy tylko zawitała zima, a na wodzie kotłowało się od rozmaitych kaczek. Wczoraj przemierzyłem znaczną odległość w poszukiwaniu naszego godła narodowego - mylnie nazywanego orłem. Nic. Pojawiały się tylko myszołowy, przeleciał jastrząb i nawet pustułka. Dziś było inaczej. Pogoda była niepewna, trochę wiało i szczypał mróz. Słońce spowiły szare chmury, przez co światło było przytłumione. Wbrew pozorom idealny dzień na ptaki. Za wałem ujrzałem sylwetkę drapieżnika, siedzącego na drzewie. Nie był to bielik - mały jak na króla. Myszołów czatował na zdobycz. Trochę przeszkadzały mu wrony siwe. Nagle całe to towarzystwo poderwało się do lotu a myszołów zaczął miałczeć przeraźliwie. Z za drzew wyłonił się wielki ptak o szerokich skrzydłach.
 Dorosły bielik w locie robi wrażenie. Ptak spłoszył stado krzyżówek, które uciekały na oślep w różne strony, nie bacząc na to czy ktoś stoi im na drodze. Wrona siwa też kołowała, a później zajęła miejsce na zasiadce po myszołowie.
Udałem się dalej plażą wiślaną. Zmrożony piasek ułatwiał poruszanie. Kiedy wyłoniły się pierwsze drzewa z zakola jakie tworzyła rzeka zobaczyłem duże podłużne ptaszysko siedzące na konarze. Za duże jak na myszołowa - kolejny bielik. Ptak, podobnie jak jego poprzednik był dorosły, o jasnożółtym dziobie. Siedział na gałęzi i obserwował okolicę. Bieliki czasami upolują kaczkę lub innego ptaka wodnego, zimą zadowalają się padliną, osobnikami, które giną z wychłodzenia. Słabe sztuki padają z zimna i chorób, lub braku pokarmu. Bieliki są więc europejskimi sępami i czyszczą okolicę z resztek.
Nie tylko bielik jest mistrzem zasiadki i czatowania.  Na zimowych spacerach można spotkać walecznego srokosza. Strategia łowiecka tej największej naszej dzierzby jest monotonna. Cierpliwość popłaca. Czatowanie nie spala niepotrzebnie energii, która może być spożytkowana inaczej, gdy nadejdą chude dni. Na mrozie każdy wysiłek i nieudana próba ataku może kosztować życie. Każdy kawałek pokarmu jest na wagę złota. Przekonałem się o tym obserwując trznadle żerujące na polu uprawnym. Zaorane pole ma w sobie ziarno z poprzedniego zbioru. Zawsze coś się wysypie po kombajnie i zostanie w glebie. Trzeba tylko to znaleźć i zjeść, nim zrobią to inni. Trznadle wytrwale przeszukiwały każdą bruzdę. Samica znalazła upragnione ziarenko i ze smakiem konsumowała na moich oczach. Każdy walczy o przetrwanie na swój sposób, tak jak zaprojektowała go sama natura.
Dorosły bielik. Fot. MM
Ptak obserwował otoczenie. Fot. MM
Srokosz, kolejny mistrz zasiadki. Fot. MM
Król w locie. Fot. MM
Samczyk trznadla, poszukujący pokarmu na polu. Fot. MM
Znalezione na mrozie ziarenko smakuje wybornie. Samica trznadla w polnej stołówce. Fot. MM

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz